Pisanie i opowiadania. Jedyne, co łączy mnie z moim wcześniejszym życiem. Daje mi siłę. Nie wszystko toczy się tak, jak bym tego chciała. Planowałam dom, kochającego męża, normalną pracę. Mieszkanie jest, synek rośnie jak na drożdżach i na tym koniec. Narzeczony chwilami zamienia się w tyrana, ja kończę studia dziennie = brak pracy. Kredyt na samochód, wieczny brak pieniędzy. Rodzice i teściowie 15km dalej. Ciągłe wyjazdy, przyjazdy, wizyty, weekendy w biegu. Zrobić ile się da w domu, pomoc ile się da u rodziców w gospodarstwie i jeszcze zajrzeć do teściów, by zrobić co nieco. Nas w tym wszystkim nie ma.
Gdy ktoś akurat zajmuje się Małym, albo śpi, jeśli tylko nie mam nic bardzo bardzo pilnego do zrobienia, padam z nóg. Czasem, mniej więcej raz na miesiąc lub dwa przypada taki wieczór-noc, kiedy narzeczonego nie ma, a dziecko śpi. Wtedy chcę być dawną sobą. Usiąść, zaparzyć mocną kawę, zapalić papierosa, przeczytać dobrą książkę, lub opowiadanie. Potem wziąć kartkę, długopis i wrócić do tego co pisałam kiedyś. Tyle zaczętych historii, które czekają na zakończenie, po to by nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Chciałam napisać dla kogoś. Stworzyć nowych bohaterów, zupełnie nową opowieść, ale moje słowa zawsze układają się w tekst, który zmierza do tego samego wątku. Bazowalam na nim od najmłodszych lat, w których zaczęłam tworzyć. To cześć dawnej mnie. Jedyna, która pozostała.
Może jest jeszcze za wcześnie. Muszę poczekać, aż w końcu zakończę etap studiów. Teraz będę miała na głowie pisanie innej pracy, pracy inżynierskiej. Wytrzymam. Ostatni rok.
E.

Komentarze
Prześlij komentarz